wtorek, 10 marca 2015

Słów kilka wróbla Ćwirka, czyli nadchodzi wiosna!!!



            Się pisze! Oj, mam ochotę na to ogromną. Nie wiem, czy to przez wczorajsze słońce i ocieplenie, przez kawę, czy może perspektywę powrotu do domu na kilka dni (z przesiadką kilkugodzinną na spotkanie z przyjaciółmi… przysiadką w sumie).
            Cóż się takiego dzieje… A, no kran w łazience nam zachorował i to poważnie. Gdy P. chciała umyć swe szlachetne zęby, on… zaczął poważnie krwawić. No, dobra. Woda po prostu zaczęła się lać nie tędy, co trzeba. Użyję metaforycznej anatomii kranu. Nie ma on kurków, ale przesympatyczną dźwignię. Woda powinna lecieć  „nosem”, prawda? No, to nasz postanowił być inny i wyciekała „stawem” dźwigniowym. Trzeba było dociskać, żeby nie ciekło. Jednak nie widziało się nam spędzić nocy nad kranem, więc w bardzo profesjonalny sposób zatamowałam „krwotok” przy pomocy opaski uciskowej. Po 2 dniach od katastrofy, przyjechał właściciel i wymienił baterię. Także, pożegnaliśmy naszego towarzysza. W zamian za niego przybył nowy-matowy. Starego uczcijmy minutą ciszy….

No, dobra, 10 sekund wystarczy. Idźmy dalej. Dzisiaj napiszę raczej tak luźno, o wszystkim po trochu.

Spotkałam się w ten weekend z moją kochaną siostrą cioteczną. Kupę czasu się nie widziałyśmy, mimo że mieszkamy w jednym mieście (normalnie...wstyd). Miło było pogadać sobie, szczególnie, że po podjęciu przeze mnie pewnych decyzji (jeśli nie wiadomo o co chodzi, to odsyłam do pierwszego wpisu ), było o czym. Była kolejną osobą, która powiedziała mi, że od początku nadawałam się na humanistkę, a ja wywaliłam ze ścisłym kierunkiem. W tym miejscu wspomnę, że jeśli chodzi o przedmioty ścisłe, to w miarę ogarniam, ale duszę mam chyba bardziej artystyczną. No, trudno. Doceniam jednak ten czas z naukami ścisłymi, choć niektóre z nich mnie pokonały. Ogólnie, jak tak sobie rozmyślam, to jestem całkiem złożoną osobą: interesuję się książkami, kinem, podróżami, psychologią (bardziej obserwowaną), religią, muzyką, a z drugiej strony jestem dość logicznie myślącą osobą, lubiącą konkretne działanie, przeplatane czasem zadumaniem. Może po prostu to takie… kobiece. Ale wracając do spotkania z moją siostrą. Poszłyśmy do Inferno Pizza, znajdującej się rzut beretem od stacji PKP Powiśle. Kochani moi, jeśli chcecie zjeść w Warszawie PRZEPYSZNĄ PIZZĘ, to zróbcie to właśnie tam. Osobiście, lepszej nie jadłam… Okej, może pizza w wykonaniu mojej siostry też była świetna, ale nie dla każdego z was mogłaby ją zrobić, a Inferno..już prędzej. Jeśli się zastanawiacie, gdzie zjeść dobrą pizzę w Warszawie, polecam ten lokal całym sercem.

Wspomniałam coś o kobietach, czyż nie? Ostatnio świętowaliśmy ich święto (nasze święto, Drogie Panie). Wszędzie było pełno tulipanów i, choć o każdej innej porze je uwielbiam, a szczególnie pokochałam ostatnio białe, to 8 marca wolałabym już dostać bukiet herbacianych róż albo innych kwiatków. Chyba po prostu nie lubię mieć tego, co wszyscy. Jednak nie o kwiatach chciałam mówić, a o świetnych inicjatywach uczelni warszawskich, czyli Tygodniu Kobiet. Przez cały tydzień dziewczyny mogły wziąć udział w różnych zajęciach, spotkaniach i warsztatach. W ramach jednego z nich, organizowanych przez PW, wzięłyśmy z P. udział w warsztatach kawowych, na których mogłyśmy się dowiedzieć od baristy Michała i maestro Norberta, czym się różni gatunek od rodzaju kawy, ile powinno się parzyć espresso i skąd w ogóle wzięła się jego nazwa. Razem z pozostałymi uczestniczkami spróbowałyśmy swoich sił w malowaniu mlekiem na kawie, czyli latte art. Mleko lało się strumieniami (i nie tylko do filiżanki). Zapamiętać: gdy wzór nie wychodzi, nie wypuszczamy filiżanki z dłoni ( w razie co- to nie byłam ja!). Dzięki tym warsztatom spełniłam jedno ze swoich marzeń, czyli malowanie na kawie i mam zamiar dalej ćwiczyć.

Na koniec wtrącę ciekawostkę- ponoć ludzie rozpoznają zapach kawy nawet wtedy, gdy nigdy nie mieli z nią do czynienia. Niesamowite!

I tym zapachowo-kawowo-mlecznym akcentem  kończę wpis o wszystkim.
Pozdrawiam, Wędrująca Stopa :)



środa, 4 marca 2015

Zima zaskakuje drogowców, sesja studentów, a lato...

 No właśnie, a lato zazwyczaj kobiety. Ile to razy przychodził taki moment, gdy myślałam: Kurcze, za 2 dni jadę nad jezioro..ciekawe czy zdążę jeszcze schudnąć? Także dzisiaj zebrałam się, zgrałam na telefon energiczne kawałki i poszłam biegać z moją współlokatorką. Mam nadzieję, że stanie się to moim dobrym uzależnieniem, w końcu w zdrowym ciele-zdrowy duch. Prawda stara jak świat. I jak cudownie, gdy biega się w rytm dobrej muzyki. Musiałam się powstrzymywać, żeby nie zacząć tańczyć na środku ulicy.
 Ogólnie muzyka to coś cudownego. Zjawisko, dające się opisać w sposób fizyczny, graficzny choćby za pomocą nut, ale jednak tak niesamowite, nieuchwytne. Czasem muzyka wypełnia nasz brak słów. Można przez nią wyrazić emocje, opowiedzieć historie nieopowiedziane. Pobudzić do działania, ale także wprowadzić w melancholijny nastrój. O, tak! Muzyka ma niezwykłą moc i towarzyszy rodzajowi ludzkiemu od zarania dziejów. Chyba nie znam człowieka, który nie lubiłby muzyki w ogóle.
Ostatnio zastanawiałam się, jaki rodzaj muzyki jest moim ulubionym. Zaczęłam obserwować, jakich zespołów słucham najczęściej, które dźwięki dotykają mojej duszy i są dla niej niczym plaster miodu. Wnioski? Przeważa muzyka folkowa, opierająca się na instrumentach akustycznych: gitara, skrzypce, wiolonczele. Niektórzy twierdzą, że słucham "zamułów", na co ja się kłócę, że nie. Preferuję po prostu słodkie i spokojne melodie. Co nie znaczy, że tylko tego słucham. Te wybieram najczęściej, ale szukam przeróżnych nowych utworów, zespołów, kocham muzykę filmową. Lubię wyszukiwać perełki.
Jedną z nich, choć myślę, że już dość znaną, są Domowe melodie. Nazwa jest naprawdę trafiona. Zespół ze studiem nagraniowym w mieszkaniu tworzy niesamowite piosenki o niebanalnych tekstach. Od utworów, które wywołają uśmiech na twarzy i będą łaziły za nami niemiłosiernie przez kilka dni od ich odsłuchania, jak np. Brzydala, przez te wyciszające, refleksyjne, a także, no cóż, standardowe o miłości, opowiedziane jednak w nie do końca przewidywalny sposób. Słuchając Domowych melodii naprawdę ma się takie poczucie...przebywania w przytulnym mieszkanku o ciepłym wnętrzu, gdzie możemy przywdziać wygodne kapcie, zrobić herbatę i usiąść w wygodnym fotelu. Ciekawa jestem, jak wyglądają ich koncerty? Może na wiosnę uda mi się na jakiś wybrać (dodam, że właśnie są w trasie!).
W tym miejscu polecam serdecznie Domowe melodie i kończę.
Dobranoc
Wasza Wędrująca Stopa :)

wtorek, 3 marca 2015

Na co czekasz?

Witaj, Dobry Człowieku, który jakimś cudem trafiłeś na mojego bloga!

Pierwszy post, pierwsze koty za płoty. Do roboty!

Ostatnio przeżywam burzę życiową. Rzuciłam studia po 3 semestrze i chyba większość ludzi uważa, że zwariowałam. Czasami też tak myślę. Gdy zastanawiałam się nad podjęciem tej decyzji, widziałam siebie uwięzioną w labiryncie. Właśnie trafiłam na ślepy zaułek i zamiast się wycofać, to stałam pod ścianą i płakałam. W końcu jednak powiedziałam sobie: Dość! Jeszcze moment i zwariowałabym, popadła w rozpacz. Może przesadzam, ale tak się wtedy czułam. Więc cofnęłam się. Nie znaczy to, że znalazłam wyjście z labiryntu. Nie. Jednak wyruszam na jego poszukiwanie. Wbrew wszystkiemu, choć przy wsparciu bliskich. Wielka to ulga, gdy je posiadasz.
Na większość pytań: co dalej? Dokąd teraz?, odpowiadam: nie wiem. Jeszcze nie wiem. Będę szukać. Będę próbować. Ostatnio zapytana o marzenia, także nie wiedziałam, co odpowiedzieć (wyjazd do Japonii wydawał się głupią zachcianką). Teraz przyszło mi do głowy, że moim największym marzeniem, jest szczęśliwe życie. I nie chodzi o to, że pozbawione trosk, bo to by była zwykła ignorancja z mojej strony. Nasze serca są kształtowane przez cierpienie, ono wiele nas uczy. Szczęśliwe życie, życie w pełni, optymistyczne podchodzenie do niego, z uśmiechem i otwartością na innych. Tak wiele zgryzoty jest w tym świecie. Chciałabym to w jakiś sposób zmieniać, choćby w najbliższych kręgach. I nie narzekać tak wiele! Cieszyć się tym, co mam.
Więc na co czekasz? Zacznij żyć. I Ty i ja :)
Marzenia są po to, aby je spełniać.
I to by było na tyle pisania, jeśli chodzi o dziś!
Dobranoc
P.S. Chyba zacznę zbierać na wyjazd do Japonii...